2010-08-05 19:26:00 >>

≈UCIECZKA≈



Po długiej przerwie, ale wracam. Chciałam aby ta notka więcej wyjaśniała, przez co spędziłam więcej czasu nad tym aby tak ją przedstawić. Nie wiem czy mi się to udało. Sami ocencie:)

Aidil




- Co to było?

- Coś czego niestety spodziewałem się od dawna. Znak, na który czekałem chociaż nie chciałem aby tak naprawdę nastąpił.

- Ale ten znak…miał kształt jakby ptaka. Po za tym chyba nie tylko ja słyszałem ten głos.

- Tak, to był ptak – Feniks.

- Feniks? Myślałem, że one żyją tylko w opowieściach.

- Czy ja wyglądam na kogoś kto snuje opowieści?

- Szczerze? Tak.

Myrrdin popatrzył na Owaina i nawet lekko się uśmiechnął.

- Tak to był feniks, a dokładnie feniks, który właśnie stracił właściciela.

- Jak to stracił? Słyszałem kiedyś, właśnie w opowieści, że feniksy są oddane swemu właścicielowi do czasu, aż ten umrze. Czy zatem ten ktoś umarł?

- Obawiam się, że tak.

- A feniks? Co z nim, czy on też…

- Nikt nie wie co dokładnie dzieje się z feniksem gdy traci swego pana. Jedni mówią, że umiera, inni, że odlatuje, aby po jakimś czasie wrócić i zostać ptakiem kolejnej osoby.

- A ty co o tym sądzisz?

- Wiem jedno, feniks zbyt mocno kocha swego właściciela by móc mieć innego.

- Ale ty musiałeś znać tego feniksa. A skoro tak znałeś również i jego pana.

- Niestety masz rację. – Owain spojrzał na starca i zrobiło mu się go żal. W jego oczach był bezgraniczny smutek, a twarz zmieniła wyraz, że teraz wyglądał na o wiele starszego.

- Musisz wiedzieć, że nie było to normalne zjawisko. Dzieje się tak tylko wówczas gdy ginie, podkreślam ginie, nie umiera, potężny czarodziej, ponadto zabity przez innego potężnego czarodzieja.

- Więc to oto musiało ci chodzić. Po to szukałeś czarodziejów w okolicach Brecon, chciałeś mieć ich po swojej stronie w walce z tym czarnoksiężnikiem.

- Po części tak, ale chciałem też wiedzieć ilu nas jest. Niestety nie ma żadnego spisu czarodziejów. A szkoda bo to pozwoliłoby stwierdzić ilu czarodziejów już stoi po stronie Emeryka.

- Emeryka? To ten czarodziej?

- Owszem. Jest niebywale potężny. Wykorzystał swoje zdolności jednak do tego do czego nie musiał. Zapragnął władzy i w obecnej sytuacji jest naprawdę bliski osiągnięcia swojego celu.

- A ten czarodziej, którego zabił dzisiejszej nocy? Musiał być pewnie jego największym wrogiem, lub posiadał coś czego Emeryk pragnął ponad wszelką cenę.

Myrrdin naprawdę był pod wrażeniem tego jak Owain sprawnie sam doszedł do odpowiednich wniosków i stwierdził, że chyba jednak dobrze zrobił zabierając go ze sobą.

- Masz rację zarówno w jednym jak i w drugim przypadku. Dzisiejszej nocy Emeryk zabił Hedvig Hufflepuff i odebrał jej najpotężniejszą broń jaka kiedykolwiek zaistniała na tym świecie – jej różdżkę.

- Jej? To była ona? I co to za różdżka, przecież one nie różnią się między sobą aż tak.

- Nie osądzaj kogoś po tym jakiej jest płci – w głosie Myrrdina można było wyczuć złość, ale i groźbę – a co do różdżki, to właśnie pokazałeś, że nie jesteś czarodziejem. Owszem różdżki różnią się między sobą. Zależy z czego są wykonane, a dodatkowo ich moc wzrasta, w zależności od właściciela. Emeryk doskonale wiedział, że w rękach Hedvig różdżka osiągnęła już swoją dostateczną potęgę. Od dawna wiedzieliśmy, że czyha na nią. Niestety Hedvig nie chciała zgodzić się na to abyśmy ją ukryli. No i stało się. – Myrrdin zwiesił głowę i spojrzał na swoją laskę.

- Ale dlaczego Emeryk nie próbował jej ukraść?

- Taka różdżka przechodzi z rąk czarodziejów tylko w wyniku wcześniejszego zabicia obecnego właściciela różdżki.

- A z czego w takim razie była ona wykonana?

- Z czarnego bzu.

Owain zastanawiał się dlaczego akurat różdżki z tej rośliny mają taką niezwykłą moc. Chciał o to zapytać, a także o to skąd Myrrdin znał Hedvig. Jednakże kiedy spojrzał na starca stwierdził, że to chyba jeszcze nie czas. Musiało go łączyć coś z tą czarodziejką, bo mężczyzna był wyraźnie zrezygnowany i zasmucony, żeby nie powiedzieć załamany. Dlatego Owain ograniczył się do pytania:

- Gdzie nas przeniosłeś?

- Nie mam pojęcia. Ale mam przeczucie, że chyba odnaleźliśmy twojego przyjaciela.

Owain spojrzał przed siebie i oto ujrzał niewielką chatkę, przed którą właśnie zmaterializowało się dwóch młodzieńców, którzy z ostrożnością wemknęli się do domu.




- Salazar, szybko! Wstawaj!

- Co się dzieje?

- Nie ma czasu! Opowiem ci w drodze.

- W drodze? Mamo, co się dzieje? – Salazar złapał swoją matkę za rękę i spojrzał jej w oczy. Ujrzał tę samą czujność, którą już kiedyś widział, ale także strach.

- Synku, stało się coś bardzo złego. Zanim wszystko zrozumiesz będę musiała ci długo tłumaczyć, ale nie tutaj. Najpierw musimy stąd odejść, dlatego zbierz najpotrzebniejsze rzeczy i …

Nagły huk, przerwał jej w pół zdania. W tym samym momencie dało słyszeć się krzyk. Był to męski głos i Salazar już wiedział, że należy do jego ojca.

- Salazar szybko złap to i odepchnij się od ziemi.

Matka podała mu miotłę. Salazar spojrzał najpierw na przedmiot potem na swoją młodą mamę z miną świadczącą „co mam z tym z robić”.

- Proszę cię, posłuchaj mnie. Kiedy uniesiesz się w powietrzu leć przed siebie jak najdalej stąd. Jak wylądujesz znajdź Helgę Hufflepuff, ona wszystko ci wyjaśni. Zapamiętaj to nazwisko.

Ponowny hałas przerwał jej wypowiedź. Teraz usłyszeli zbliżające się po schodach na górę czyjeś wolne kroki.

- Mamo, ale tata? A co z tobą i o co w ogóle chodzi?

- Salazarze bądź ostrożny. Nie mogę z tobą uciec…

- Ale…?

- Kocham cię! – mówiąc to uścisnęła jego rękę i chłopak poczuł jak coś chłodnego zostaje zaciskane w jego pięści.

W tym momencie drzwi wyleciały z zawiasów z wielkim hukiem.

- Uciekaj!!

Salazar usiadł na miotle chociaż wydało mu się to niezwykle idiotyczne i odepchnął się nogami od ziemi.

- Mamo, a ty?

- Znajdę cię!

Salazar spojrzał ostatni raz na matkę. Ich spojrzenia spotkały się. Wtedy jednak dym opadł i chłopak zobaczył wysoką postać w czarnej pelerynie. Zdało mu się, że ten spojrzał na niego, wtedy jednak Salazar poczuł jak coś ciągnie go do przodu i zobaczył jak unosi się na miotle w powietrze i wylatuje przez otwarte szeroko okno. Zdążył usłyszeć jeszcze tylko okrzyk złości przybysza i jego słowa wypowiedziane niskim i szorstkim głosem:

- Nie sądzę Modron, abyś ujrzała jeszcze swego syna.

Salazar chciał zawrócić, ale nie wiedział jak się tym kieruje. Zdążył się jedynie obrócić i ujrzeć paletę różnych kolorów i błysków wydobywających się z okien jego domu, zanim ten zniknął mu z oczu.


Tagi: feniks, ravenclaw, slytherin, miecz, hufflepuff, myrrdin, owain, sword, gryffindor
skomentuj (3)

Strona Główna


Dzieje Miecza

.:Prolog
.:Część 1
.:Rozdział I
.:Rozdział II
.:Rozdział III
.:Rozdział IV
.:Rozdział V
.:Rozdział VI
.:Rozdział VII
.: Rozdział VIII






*****
Image by Luis Royo
Designed by Narowen-Sheiraneth