2010-09-26 22:39:56 >>
≈ NADCIĄGA BURZA ≈
Jestem z kolejną notką :). Trochę później niż to zapowiadałam, ale niestety inne obowiązki nie pozwoliły mi na to. Notka krótsza od poprzednich, ale następne będą na pewno dłuższe.
Buźki :)
Aidil
- Gdzie my jesteśmy i gdzie jest reszta? Myślisz, że tylko my się odłączyliśmy?
- Musiało się coś stać, mam tylko nadzieję, że im nic się nie stało.
Godryk i Owain siedzieli na gołej ziemi rozcierając swoje ręce i nogi, obolałe po upadku z wysoka. Wokół nie było widać żadnej żywej duszy, znaleźli się w zupełnej pustce. Gdzieś w oddali widoczne były zarysy gór, a dosyć niedaleko znajdował się ciemny i gęsty las. Wszystko to było doprawione gęstą mgłą i wilgotnym powietrzem, które zdawało się tworzyć parasol nad tutejszą okolicą. Ciemniejące zarysy drzew i wzgórz przypomniały chłopcom o zbliżającej się nocy.
- Chyba musimy zorganizować sobie jakiś nocleg. Nie wiem jak Ciebie, ale mnie nie zachęca spanie pod gołym niebem, zwłaszcza w taką pogodę.
- Jesteś czarodziejem, w końcu wy możecie wszystko.
W słowach Owaina wyraźnie dało się wyczuć żal i gorycz.
- Masz do mnie żal, prawda?
Owain nic nie odpowiedział.
- Przestraszyłem się, ale byłem tam i widziałem jak ten starzec cię uratował. Wierz mi, nie chciałem aby tak się stało.
- Byłeś tam – z gorzkim uśmiechem odparł Owain – ale nic nie zrobiłeś.
- Wiesz dobrze, że nie mogłem. Wiesz co by to oznaczało.
- Owszem i dlatego ja miałem zginąć na stosie.
- Ty nic nie rozumiesz, przecież…
- Ja nic nie rozumiem? Spróbuj stanąć na przygotowanym stosie i czekać na własną śmierć, zobaczymy czy będziesz wszystko rozumiał.
Owain nie mogąc patrzeć w oczy Godryka wstał i odszedł w kierunku lasu.
Było coraz ciemniej. Godryk starał się dojrzeć gdzieś postać swojego przyjaciela, ale na próżno, widział jedynie drzewa. W środku lasu było tak spokojnie, nie było słychać nawet ruchu gałęzi. Czuć było jedynie w powietrzu zapach żywicy. W pewnym momencie Godryk usłyszał odgłos łamanej gałęzi, położył dłoń na swojej różdżce, jednakże miał przeczucie, że nie będzie mu ona potrzebna.
- Tutaj jesteś. Dobrze wiesz, że nie warto samemu błądzić po ciemnym lesie.
- I kto tu się o mnie troszczy.
Owain stał przy maleńkim stosie z gałęzi, który miał przypominać ognisko.
- Wiem, że zachowałem się jak skończony idiota, ale ty też spróbuj zrozumieć mnie. Postaw się w mojej sytuacji!
Owain nie patrzył w oczy przyjaciela. W gruncie rzeczy nie gniewał się już na Godryka, ale nie mógł się jeszcze do tego przyznać.
- Wiesz co czułem do Adien. A jeśli to wszystko by się wydało? Owain, przepraszam Cię, czy możesz się wreszcie odezwać? Co mam zrobić żebyś wreszcie mi uwierzył?
Godryk bardzo chciał aby wreszcie powrócił jego uśmiechnięty i gadatliwy przyjaciel. Zdawał sobie sprawę, że on sam jest winny całej tej sytuacji, jednakże coraz bardziej czuł też złość do Owaina. Zastanawiał się dlaczego on jest tak głuchy na te wszystkie przeprosiny. Chciał jeszcze coś dodać, gdy jego przyjaciel wreszcie odważył się odezwać, chociaż raczej takich słów się nie spodziewał.
- Na początek przestań gadać, bo coś słyszę.
Godryk natychmiast umilkł. Owain miał rację, wyraźnie dało się słyszeć odgłos czyichś kroków. Obaj rozpoznali, że cokolwiek się zbliżało nie było to raczej zwierzę. Wyraźnie wszystko wskazywało na to, że w ich kierunku podążała jakaś osoba. Godryk miał różdżkę, ale wiedział, że jeśli przeciwników będzie więcej, on i Owain nie mają najmniejszych szans. Stali tak nasłuchując w napięciu, gdy nagle na ich polanę wpadła jakaś postać. Próbowali dostrzec zarysy jej twarzy, jednakże ta potoczyła wzrokiem po całej polanie i zdołała jedynie zapytać:
- Helga…Helga Hufflepuff?
Po czym padła do stóp dwóm oszołomionym młodzieńcom.
Cisza i lekki wiatr nie zakłócały spokojnej toni jeziora. Małe fale delikatnie ocierały się o brzeg a księżyc wesoło zaglądał w środek tej czarnej wody, bawiąc się i próbując przechytrzyć Matkę Naturę poprzez próby dojrzenia dna. Całą zabawę zakłócił na moment obłok, który ospale sunął po niebie zasłaniając świetlisty obiekt. Kiedy księżyc z powrotem chciał wrócić do swojej beztroskiej zabawy, jezioro wyraźnie nie miało już na to ochoty. Lekki szum wiatru przerodził się w coraz większe podmuchy, a malutkie dotąd fale zaczęły uderzać z łoskotem o brzeg. Zbliżała się burza. Na horyzoncie ciemne chmury całkowicie zakryły wzgórza i lasy. Wszystkie stworzenia starały się ukryć przed zbliżającą nawałnicą. Tylko toń jeziora nadal pozostawała niezmieniona i odbijała blask księżyca. To światło zdawało się jednak wyłaniać z samej wody. Było jakby żywe, jakby pewna istota obudziła się z długiego snu. Mimo narastającej ciemności ten blask stawał się coraz wyraźniejszy, a całe jezioro stało się niczym jaśniejąca łuna nad miastem. W końcu spadł deszcz, światło zblakło, ale w środku jeziora nadal tlił się zalążek tej niezwykłej jasności. To ta żywa istota po gwałtownej pobudce, zanurzyła się w toń jeziora, aby czekać.
Tagi: salazar slytherin,
godryk gryffindor,
owain,
helga hufflepuff
skomentuj (4)